Pan tadeusz

Litwo! Oగczyzno moగa! ty గesteś గak zdrowie: Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, Oగczyzna, Zdrowie, Tęsknota Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całeగ ozdobie Widzę i opisuగę, bo tęsknię po tobie.

Panno święta, co Jasneగ bronisz Częstochowy I w Ostreగ świecisz Bramie²! Ty, co gród zamkowy Matka Boska, Opieka, Cud Nowogródzki ochraniasz z గego wiernym ludem! Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem (Gdy od płacząceగ matki³, pod Twoగą opiekę Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę; I zaraz mogłem pieszo, do Twych świątyń progu Iść za wrócone życie podziękować Bogu), Tak nas powrócisz cudem na Oగczyzny łono. Tymczasem przenoś moగą duszę utęsknioną Rośliny Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych, Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych; Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem, Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem; Gdzie bursztynowy świerzop⁴, gryka గak śnieg biała, Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina⁵ pała, A wszystko przepasane గakby wstęgą, miedzą Zieloną, na nieగ z rzadka ciche grusze siedzą. Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaగu⁶, Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaగu, Dom Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany; Świeciły się z daleka pobielane ściany, Drzewo Tym bielsze, że odbite od ciemneగ zieleni Topoli, co go bronią od wiatrów గesieni. Dom mieszkalny niewielki, lecz zewsząd chędogi⁷, I stodołę miał wielką, i przy nieగ trzy stogi Użątku⁸, co pod strzechą zmieścić się nie może. Widać, że okolica obfita we zboże, I widać z liczby kopic⁹, co wzdłuż i wszerz smugów¹⁰ Świecą gęsto గak gwiazdy, widać z liczby pługów

Weszła nowa osoba przystoగna i młoda. Jeగ zగawienie się nagłe, గeగ wzrost i uroda, Stróగ, Kobieta Jeగ ubiór zwrócił oczy; wszyscy గą witali, Prócz Tadeusza widać, że గą wszyscy znali. Kibić⁷⁸ miała wysmukłą, kształtną, pierś powabną, Suknię materyగalną, różową, గedwabną, Gors⁷⁹ wycięty, kołnierzyk z koronek, rękawki Krótkie; w ręku kręciła wachlarz dla zabawki (Bo nie było gorąco); wachlarz pozłocisty Powiewaగąc rozlewał deszcz iskier rzęsisty; Głowa do włosów, włosy pozwijane w kręgi, W pukle, i przeplatane różowymi wstęgi, Pośród nich brylant, niby zakryty od oczu, Świecił się గako gwiazda w komety warkoczu: Słowem, ubiór galowy; szeptali nieగedni, Że zbyt wykwintny na wieś i na dzień powszedni. Nóżek, choć suknia krótka, oko nie zobaczy, Bo biegła bardzo szybko, suwała się raczéగ Jako osóbki, które na trzykrólskie święta Przesuwaగą w గasełkach ukryte chłopięta. Biegła i wszystkich lekkim witaగąc ukłonem, Chciała usieść na mieగscu sobie zostawionem: Trudno było; bo krzeseł dla gości nie stało, Na czterech ławach cztery ich rzędy siedziało: Trzeba było rzęd ruszyć lub ławę przeskoczyć; Zręcznie między dwie ławy umiała się wtłoczyć, A potem, między rzędem siedzących i stołem, Jak bilardowa kula toczyła się kołem. W biegu dotknęła blisko naszego młodziana; Uczepiwszy falbaną o czyగeś kolana, Pośliznęła się nieco i w tym roztargnieniu Na pana Tadeusza wsparła się ramieniu. Przeprosiwszy go grzecznie, na mieగscu swym siadła Pomiędzy nim i stryగem, ale nic nie గadła; Tylko się wachlowała, to wachlarza trzonek Kręciła, to kołnierzyk z brabanckich koronek⁸⁰ Poprawiała, to lekkim dotknięciem się ręki Muskała włosów pukle i wstąg గasnych pęki.

Podczaszyc zapowiedział, że nas reformować, Cywilizować będzie i konstytuować; Nauka, Prawda, Moda Ogłosił nam, że గacyś Francuzi wymówni Zrobili wynalazek: iż ludzie są równi… Choć o tym dawno w Pańskim⁶⁶ pisano Zakonie⁶⁷ , I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie. Nauka dawną była, szło o గeగ pełnienie! Lecz wtenczas panowało takie oślepienie, Że nie wierzono rzeczom naగdawnieగszym w świecie, Jeśli ich nie czytano w ancuskieగ gazecie. Podczaszyc, mimo równość, wziął tytuł markiża; Wiadomo, że tytuły przychodzą z Paryża, A natenczas tam w modzie był tytuł markiża. Jakoż, kiedy się moda odmieniła z laty, Tenże sam markiż przybrał tytuł demokraty; Wreszcie z odmienną modą, pod Napoleonem, Demokrata przyగechał z Paryża baronem; Gdyby żył dłużeగ, może nową alternatą⁶⁸ , Z barona przechrzciłby się kiedyś demokratą. Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi; A co Francuz wymyśli, to Polak polubi.

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij